Nikt mnie nie zmuszał - rozmowa z Pawłem Kociębą-Żabskim Wiadomości z Wrocławia 05.01.2004, 00:00 Renata Grochal
Read Part 31 from the story {Nie} chciałem tego(DNF) by AnimeSMP with 4,773 reads. gogy, mcyt, clay. Kontynuacja bo tak _____
Jann nie zdobył biletu do Liverpoolu, ale za to wygrał coś znacznie cenniejszego – serca słuchaczy. Widzimy się krótko po jego elektryzującym występie w preselekcjach do Eurowizji 2023, dzięki któremu usłyszała o nim nie tylko cała Polska, ale i reszta świata. Rozmawiamy o inspiracjach, trudach emigracji, pierwszych sukcesach i wymykaniu się schematom.
Chciałabym żeby ktoś mnie polubiał..Nie dawno zapisałam się do nowej szkołyPrzez kilka dni było fajnie,nowi koledzy i koleżanki ale już po miesiącu to zamieniło się w koszmar..Słabiej się uczę to prawda ale się staram..Chłopaki zaczęli sie śmiać ze mnie to właśnie jest najgorsze nigdy nie utrz
. Dawid Hanc, obecnie piłkarz rezerw Zagłębia Lubin, zyskał w Polsce popularność dzięki pewnemu filmikowi, który z pewnością widziała większość z Was. Co dziś dzieje się z „Młodym następcą Cristiano Ronaldo”? Jakie były kulisy powstania tego legendarnego już filmiku? Na wszystkie nurtujące pytania odpowiedział w rozmowie z portalem „ sam zainteresowany. 23 września 2012 roku. To właśnie wtedy w internecie, a dokładnie w serwisie youtube, pojawił się film z udziałem Dawida Hanca. Za nagranie materiału odpowiadał ojciec Dawida, który nazwał film z umiejętnościami swojego syna „Młody następca Cristiano Ronaldo Dawid Hanc 10 lat”. Tytuł okazał się strzałem w dziesiątkę, gdyż do dziś film uzbierał ponad 34 miliony wyświetleń! W 2018 roku próbowano powtórzyć sukces sprzed lat, jednak nowszy materiał z umiejętnościami Hanca obejrzano „tylko” 360 tysięcy razy. Głównie przez chwytliwy tytuł film zyskał dość dużą popularność w Polsce. Jako że w 2012 roku youtube nie był tym, czym jest teraz, to nagranie zostało obejrzane wiele razy także poza granicami naszego kraju. Film z udziałem obecnego piłkarza Zagłębia Lubin zyskał tak dużą popularność, że na różnego rodzaju grupach czy forach co jakiś czas wraca jego temat. Hanc drugim Ronaldo nie został, obecnie gra w rezerwach Zagłębia Lubin. Obecnie III liga Kariera Dawida Hanca z pewnością nie potoczyła się tak, jakby chciał tego zarówno sam piłkarz, jak i jego ojciec. Obecnie Dawid ma 19 lat i po kilku latach treningów w akademii Zagłębia Lubin, wciąż nie doczekał się debiutu w pierwszej drużynie. W tym sezonie 19-latek rozegrał 13 spotkań na poziomie III ligi, gdzie zdołał strzelić do tej pory jedną bramkę. W ostatnim czasie miał okazję trenować z pierwszą drużyną, jednak na ten moment do Ekstraklasy jest mu jeszcze daleko. – Pracuję na to, żeby dostać szansę pokazania się w Ekstraklasie. Chcę profesjonalnie grać w piłkę, wszystko poukładałem pod ten sport. Wierzę, że to zaprocentuje w przyszłości. Nie chcę deklarować, że za kilka lat będę grał w Ekstraklasie czy w ligach zagranicznych, bo nie wiem co przyniesie przyszłość. W piłce trzeba mieć szczęście i musi też dopisywać zdrowie – powiedział Dawid Hanc. Kulisy powstania filmu Tak jak już wspomnieliśmy, za nagraniem filmu stał ojciec Dawida Hanca, Bogdan. W najnowszym tekście na portalu „ pojawiły się wypowiedzi zarówno syna jak i ojca. Jak się okazuje, to ojciec piłkarza zainicjował nagranie i wrzucenie filmu do sieci, a Dawid się na to zgodził. – Pamiętam, że wyszło to intuicyjnie. Byłem z tatą na boisku i w pewnym momencie powiedział mi, że będzie mnie nagrywał i zasugerował, żebym porobił parę zwodów. Od tego się zaczęło, a później sukcesywnie dogrywane były kolejne fragmenty, które zostały wykorzystane w tym głównym filmie. Tata mi mówił, że zrobił to po to, żeby później łatwiej mi było trafić do innych klubów, którym porozsyła ten film – opowiedział Dawid Hanc. – Myślę, że najważniejsze było to, że tata nic nie robił za moimi plecami. Wszystko mi mówił i ze mną konsultował. Do niczego mnie nie zmuszał. Też chciałem, żeby powstał ten film. Ani tata ani ja nie znaliśmy się na montażu. Pomógł nam mój kuzyn, dodał fajną muzyczkę, a decyzja o publikacji tego filmu była nasza wspólna – zaznaczył piłkarz. – Pomysł był taki, żeby nagrać to, co potrafi Dawid i pokazać to też innym. Aczkolwiek nikt nie sądził, że to zrobi taką furorę w sieci. Historia jest taka, że po prostu wziąłem zwykły aparat i nagrałem filmik, a decyzja o publikacji była nasza wspólna – dodał ojciec 19-latka. źródło: weszło About Latest Posts Przygodę z pisaniem tekstów rozpocząłem w 2018 roku. Regularnie śledzę kilka dyscyplin sportowych, lecz piłka nożna jest dla mnie numerem jeden. Na co dzień jestem studentem drugiego roku ekonomii. W wolnym czasie staram się regularnie uczęszczać na siłownię.
Wycisnął pan z kariery bokserskiej wszystko, co się dało? Gdy przechodziłem na zawodowstwo modliłem się, aby zdobyć tytuł mistrza świata. Pan Bóg nie był skąpy, dał mi pasy w dwóch kategoriach wagowych. Chciałem dokonać tego w trzeciej, ale nie wyszło. Po porażkach myślałem, że chyba czas kończyć, ale ciągle pojawiają się kolejne oferty. Ostatnio siedziałem w domu prawie rok. Ruszałem się, biegałem, ale nie myślałem o boksowaniu, a tu znowu propozycja. Przyjechał Mateusz Borek i mówi, że mój występ to byłby dobry pomysł, bo nowe gwiazdy jakoś się nie rodzą. Porozmawiałem z żoną i jestem w Polsce. Zobaczymy, co z tego wyjdzie. Wraca pan z nudów, prawda? Gdzieś pan tak napisał i to prawda. Nie muszę szukać w ringu pieniędzy, ale czuję się dobrze fizycznie i chcę spróbować. Kiedy tak naprawdę był pan bliski końca? Pamiętam, gdy rozmawialiśmy dzień po porażce z Wiaczesławem Głazkowem i wtedy był pan dużo bardziej załamany, niż choćby po przegranych z Chadem Dawsonem czy Witalijem Kliczko. Myślałem, że faktycznie to będzie koniec. To prawda. Zawsze po porażce przychodzi myśl o końcu boksowania, człowiek czuje się znużony boksem i zadaje sobie pytania: co zrobił nie tak? A wtedy, z Głazkowem, mogło być inaczej. Wszedłem do ringu po grypie, lekko osłabiony, ale nie szukam usprawiedliwień. Chciałem wejść między liny, nikt mnie przecież nie zmuszał. Przegrałem, koniec historii. Nie wychodziło mi to, czego chciałem. W ostatnim pojedynku przegrałem z Erikiem Moliną. Walczyliśmy w sobotę, a ja obudziłem się tego dnia rano i od początku było jakoś inaczej. Nie czułem się świeży. To się zdarza wielu zawodnikom. Myślę, że Władymir Kliczko musiał czuć coś takiego w dniu pojedynku z Tysonem Furym. Gość, który w sztosie mógłby rozpracować Brytyjczyka jedną ręką, nagle przegrywa. Kiedy był pana najlepszy czas? Nie mam pojęcia. Było fajnie w kategorii półciężkiej, ale męczyłem się zrzucaniem wagi. Robiłem wszystko, żeby nie przekraczać 86 kilogramów, a później, przed walką, zakładałem ortalionowe dresy i szedłem do roboty, żeby zmieścić się w limice (79,379 kg – przyp. red.). Nie piłem, tylko chudłem. Do Dawsona zrzucałem z dziesięć kilogramów, cały czas trenując. No i wyszła lipa. Tych sposobów na zrzucanie było mnóstwo. Leżało się na przykład w gorącej, niemal wrzącej wodzie. Parzyło jak nie wiem, ale skutkowało, choć człowiek czuł się osłabiony. Takie metody stosowało się w naszym sporcie najczęściej dzień przed ważeniem. Najbardziej popularny sposób to jednak ten ortalion i sauna. To tragedia, najbardziej wyniszczająca rzecz w karierze. Gdybym miał po dwóch walkach z Paulem Briggsem taki rozum, jak teraz, od razu poszedłbym do kategorii junior ciężkiej. Ciągle jednak słyszałem, że tam są wielkie chłopy, którzy mocno biją, więc walczyłem z wagą. W końcu jednak musiałem wykonać ten krok. A waga junior ciężka okazała się dla pana idealna. Teraz mogę sobie gdybać... Gdybym mógł cofać czas, do walki z Kliczko we Wrocławiu trenowałbym w Polsce. Ziggy Rozalski mówił mi to od początku, ale uznałem, że skoro przed pojedynkiem z Andrzejem Gołotą przyleciałem ledwie dziesięć dni przed wejściem do ringu i czułem się dobrze, to po kilku latach będzie tak samo. A nie było, okazało się, że z wiekiem człowiek wolniej się aklimatyzuje. Przed Kliczko był pan też całkiem odcięty od ludzi. Przy okazji innych walk częściej bywał między znajomymi. Zmiana nawyków przed walką życia to też chyba błąd. Bardziej męczyły mnie dojazdy. Mieszkaliśmy daleko, codziennie po półtorej godziny w samochodzie w jedną stronę i tyle samo z powrotem. A samotność? Czasem lubię pobyć ze sobą, choć może faktycznie ma pan rację? Cóż, popełniam błędy, tak jak wszyscy. Skoro już sobie gdybamy, to jeszcze jedno zrobiłbym inaczej – wcześniej wyjechałabym z rodziną do USA, najlepiej w 2002 roku, a nie sześć lat później. Od razu wiedział pan, że tam zostanie? Gdy zdobyłem pas, poczułem, że tam jest moje miejsce. Dzisiaj trudno mi sobie wyobrazić, że wrócę, w zasadzie nie ma takiej możliwości. Młodsza córka mówi pewnie lepiej po angielsku niż po polsku. O pisaniu nawet nie wspominam. A i tak cały czas razem z żoną z tym walczymy, bo inaczej byłoby gorzej. W domu nie ma innego języka niż polski. Gdy odzywa się do mnie po angielsku, mówię, że nie rozumiem. Ma mówić po polsku i już. Trzeba jednak pamiętać, że Roksana miała prawie osiem lat, gdy się przeprowadziliśmy. Całymi dniami jest w szkole i na różnych zajęciach, gdzie mówi się po angielsku, więc jak ma być inaczej? Gdybyśmy tego nie pilnowali, może już przestałaby mówić w naszym języku. Starsza Weronika miała dwanaście lat, gdy wyjeżdżaliśmy i mówi po polsku lepiej, choć też woli angielski. Obie mówią też po hiszpańsku, bo w szkole to drugi język. W Ameryce jest też z panem pies. Podarował go wam Bogusław Bagsik, przez chwilę zajmujący się promotorką. Tiffy! Ciągle jest z nami, choć jest już stara. Czasem się nawet przewraca bez powodu. Kiedyś patrzę, a ona leży. Myślałem, że nie żyje. Dotykam, a tu nic. Dziewczyny zaczęły płakać, a Tiffy nagle wstała, otrzepała się i sobie poszła. Pana kariery w USA nie byłoby bez Ziggiego Rozalskiego. Oczywiście. To człowiek, którego Bóg postawił na mojej drodze. Kiedyś jeden ksiądz powiedział mi, że widzi wokół mnie dobrą osobę. To Ziggy. Ziggy od dawna panu mówi, żeby dał pan sobie spokój z boksem, a jednak pan nie słucha. No racja... Mam swój rozum i czuję w sobie siłę chłopa. Czterdzieści lat to nie jest dużo, tym bardziej, że już od lat nie muszę zbijać wagi. Zdrowo się odżywiam, nie wstydzę się rozebrać przed żoną. A widziałem kilku kumpli w moim wieku, którzy pewnie nie mogliby tego powiedzieć. Jakby nie boks, też siedziałby pan z kolegami w Gilowicach i pił piwo. Pracowałbym pewnie na kopalni i był blisko emerytury. Przecież miałem etat w GKS Jastrzębie. Byłem górnikiem-ślusarzem i odbierałem wypłatę w okienku. Do tego trzynastkę, czternastkę, Barbórkę i węgiel. Byłem pod ziemią jakieś dwadzieścia razy. Pamiętam jedno wydarzenie. Całą grupą szliśmy pod górę do ściany. Wszyscy wiązali na nogach onuce, a mnie nie wychodziło i ciągle obcierałem pięty w gumowcach. Popędzali mnie, ale w końcu stanąłem, żeby zrobić coś z tymi szmatami na nogach i później musiałem gonić. Zobaczyłem nad głową ruchomą linę, więc wykombinowałem, że to mi pomoże w marszu i ją złapałem. Po kilkunastu metrach były rolki, wciągnęło mi dłoń, zacząłem się drzeć i wyrwałem łapę. Dobrze, że nie trafiłem w to kością, bo odcięłoby mi palce. Z tego wszystkiego spadł mi kask, zacząłem szukać lampy. Patrzę, a tu wszędzie pełno krwi. Polałem rozszarpaną dłoń herbatą, bo tylko to miałem przy sobie, a jakoś musiałem umyć rękę zakrwawioną i brudną rękę. Nie wchodziłem później z miesiąc do ringu. A wracając, gdyby nie boks, pewnie dzisiaj dalej jeździłbym pod ziemię i wracał do domu. Nie wiem tylko, czy byłoby mnie stać na piwo, bo górnicy nie zarabiają już tak dobrze. Za to faktycznie, pewnie jeszcze z rok czy dwa i miałbym emeryturę. Mogłoby się też skończyć inaczej. W barze albo pod sklepem. Najczęściej wszystko zależy od kobiety. Najczęściej jest tak, że kto ma ostrą babę, która pilnuje chłopa, żyje normalnie. Druga połowa jest ważna. Pan się zawsze boi żony? Nie boję, ale się słucham. Trzeba szanować żonę. Do tego kościół, modlitwa i rodzina. Tak wygląda moje życie. A Doroty zawsze słuchałem. Gdy wyjeżdżam, często dzwoni, nawet bardzo często. Często pan wspomina o głębokiej wierze. Bo to część mnie. Od małego tak było, tak mnie wychowano. Od drugiej do ósmej klasy byłem ministrantem. Moja żona też jest z pobożnej rodziny. Teściowa do dzisiaj chodzi na pielgrzymki w Polsce. Sam w niej uczestniczyłem, chyba dwa razy u nas w kraju dwa razy, w USA jest podobnie. Chodzimy wszyscy, razem z dziećmi do amerykańskiej Częstochowy. Śpimy w namiocie, myjemy się zimną wodą i tak dalej. Na pana walkach pojawiało się zawsze sporo księży. Najwięcej, w Prudential Center, było chyba z pięćdziesięciu. Często słyszałem, że budowała ich moja postawa. Jeden znajomy ksiądz mówi mi, że ich czasem ludzie nie chcą słuchać. Mnie się udawało przekonywać ludzi do Boga. Roger Bloodworth, który wiele lat był moim trenerem, poszedł do spowiedzi po 27 latach! Wychowywał się pan bez taty, który zginął w wypadku. Brakowało go małemu Tomkowi? Tata zginął w listopadzie, miesiąc przed moimi drugimi urodzinami. Nie pamiętam go, choć chciałbym. Od początku więc taty nie było. Inni szli do kościoła z mamą i tatą, a ja tylko z mamą. Do tego cztery siostry. Przychodziła sobota i to ja z siekierą oprawiałem kurę czy królika. Później pojawili się szwagrowie. Całe życie z dziewczynami, bo najpierw mama i siostry, a teraz żona i dwie córki. Coś w tym jest. Nauczyłem się więc sprzątać, gotować, cerować i haftować. Potrafię też piec. Ciasto drożdżowe wychodzi mi naprawdę nieźle. Żonę tego nauczyłem! Zarabiałem ciasto ręcznie i dalej do piekarnika. Zresztą moja mama była kucharką, więc jak miało być inaczej? Kobiece zajęcia naprawdę nie są mi obce. Dzisiaj zdarza mi się coś przygotować, ale raczej mięso z grilla. W domu są trzy kobiety, więc nie podchodzę w święta do robienia sałatek. No bez przesady... A i niech córki się uczą, przyda im się w życiu.
Rozkminy ciąg dalszy, czyli mitingowe przemyślenia, czyli moi wrogowie, czyli początek abstynencji i Jasiowa przekora. Od wielu lat była żona (niech będzie Cecylia) gderała (tak wtedy myślałem) w kwestii mojego "piwkowania". A że za dużo, a że za często itp. Woda na młyn alkoholowej choroby. Że ja mam problem?! Przecież wszyscy po pracy piją piwo. Wszyscy na weekend spożywają alkohol. Po to jest weekend żeby się wyluzować. Dwanaście lub trzynaście lat temu straciłem prawko na rok za jazdę pod wpływem. Cecylia - wróg nr. 1 po konsultacji ze mną umówiła mnie na wizytę w Centrum Pomocy Kryzysowej. Poszedłem, pogadałem. Zakłamanie, nieszczerość, mechanizm iluzji i zaprzeczeń pomogły mi zrobić z siebie ofiarę systemu i ominąć szerokim łukiem myśli o terapii, czy chorobie w ogóle. I tak bujałem się w zakłamaniu do początku tego roku. Między wierszami, bo oczywiście nie wprost poprosiłem Cecylię o pomoc. Odmówiła. Powiedziała, że nie chce ze mną o tym gadać i tu pojawił się Jaś ze swoją przekorą. Acha, nie chcesz mi pomóc, to zrobię Ci na złość i sam sobie poradzę. W połowie lutego Cecylia wyprowadziła się z sypialni (to była formalność, bo od 2017 roku nic między nami nie było). To była dla mnie dodatkowa motywacja. Wtedy jeszcze tego nie wiedziałem, ale Cecylia była dla mnie gigantycznym wyzwalaczem. Nie byłem w stanie funkcjonować w jej pobliżu na trzeźwo. Jej zaborcza "miłość" i chorobliwa zazdrość były udręką. W marcu przypomniałem sobie o wizytówce z Centrum Pomocy Kryzysowej i zadzwoniłem z niewielką wiarą, że numer jest aktualny. Był. Umówiłem się na spotkanie. Poszedłem na spotkanie. Po rozmowie Pan stwierdził, że tu mi już nie pomogą i nakazał iść do poradni od uzależnień. Nie. Nie zasugerował, nie doradził. Nakazał! Nie jutro, nie za godzinę. Teraz! Pojechałem, wyszukując oczywiście tysiąc powodów ,żeby tam nie dotrzeć. Pocałowałem klamkę, bo rejestracja tylko telefoniczna (covid). Spisałem numer, ale oczywiście nie zadzwoniłem od razu, tylko po powrocie do domu. Nikt nie odebrał. Czyli nie jest ze mną źle skoro opatrzność tak chce. Dla pewności zadzwoniłem drugi raz. Opatrzność potwierdziła. Nikt nie odebrał. Dwie godziny później zadzwonił telefon z poradni. Byłem dwunasty w kolejce, szacunkowy czas oczekiwania to trzy miesiące. Czyli nie jest ze mną źle skoro opatrzność tak chce. Po miesiącu jednak zadzwoniłem. Dla pewności. Nikt nie odebrał, ale pól godziny później oddzwoniono. Awansowałem o pięć oczek. W pierwszym tygodniu maja telefon z poradni (opatrzność zmieniła zdanie?), za tydzień wizyta. No i tu już skończyły się moje argumenty. Poszedłem, pogadałem, oczywiście wszystko w mechanizmach iluzji i zaprzeczeń, ale już ze sporą dawką strachu, że jednak jestem chory. Dostałem do poczytania i podpisania kontrakt na terapię opiewający na dwa lata, zalecenie pójścia na grupę terapeutyczną i termin kolejnej wizyty za tydzień. Broniłem się przed grupą, bo jak to? Nie no grupa?! Obcy ludzie i mam mówić, że jestem chory, a przecież... a może jednak... nie no, nie jestem... ale kontrakt dostałem... Poszedłem, bo przecież jeśli nie jestem chory, to mnie wygonią. To jest doskonała myśl . Nie wygonili... ups... Po trzech tygodniach abstynencji zapiłem i tylko czas i miejsce uchroniły mnie przed ciągiem alkoholowym. Wstyd było się przyznać na grupie i nawet myślałem żeby nie mówić, bo przecież nikt z grupy nie mógł mnie widzieć w Częstochowie w środku nocy. Postawiłem jednak na szczerość. Nie było hejtu, nie było krytyki, tylko bardzo konstruktywne informacje zwrotne. A gdzie w tym wszystkim moi wrogowie? W trakcie picia byli nimi wszyscy, którzy sugerowali, że mam problem. Największym jestem ja sam. Pacjent zero. Wciąż szukam usprawiedliwienia i winy poza sobą, ale nikt mnie nie zmuszał do picia w samotności, do picia po kryjomu. Przyczyny leżą pewnie wszędzie i gdybym miał tamte lata, a ten rozum... Gdybanie nie poprawia mi samopoczucia. Było minęło, może terapia odkryje przyczynę, która leży pewnie głęboko w dzieciństwie, w tragicznej śmierci brata, chlaniu ojca... A Jasiowa przekora jest w każdym zakątku mojego umysłu. Ja wiem, że muszę naprawić ten zawias w szafce i Cecylia nie musi mi tego powtarzać co pół roku. Na razie tak mam i w zmianie tego paradoksalnie pomaga mi alkoholizm. Na grupie, na mitingach nie mówią mi co mam robić, a ja nauczyłem się słyszeć ludzi, a nie tylko ich słuchać. By dojść do źródła, trzeba płynąć pod prąd. S. J. Lec Michał, alkoholik Za tę wiadomość podziękował(a): ursa, szekla, Tsubasano, jerzak, Alchemia, darek70, Alex75, marcin, Teo70, Krysia 1967, Romek83, Milka, em85
nikt mnie nie zmuszał sam tego chciałem